Marokańscy weterani bezrobocia

Marokańscy weterani bezrobocia

320
Marokańscy weterani bezrobocia

Od jakiegoś czasu sfrustrowani absolwenci codziennie protestują przed parlamentem. Ich protesty mają już jednak dłuższą historię: marokańscy bezrobotni to weterani. Protestują regularnie od lat dziewięćdziesiątych, czasem ścierając się z policją.

„Mam 35 lat, doktorat z fizyki i nie mogę znaleźć pracy”, narzeka Ali do mikrofonu telewizji BBC. „Jestem bardzo stary, nie mam żony, nie mam własnego domu, nie mam nic. Chcę wyemigrować, tu jestem nikim”. Być może Ali zwlekał zbyt długo: po dziesięciu latach bez pracy prawdopodobnie nie jest najbardziej gorącym towarem na rynku pracy. Zwłaszcza że kraje europejskie nie witają Marokańczyków z otwartymi ramionami – mimo że Maroko pełni niewdzięczną rolę południowego przedmurza Unii Europejskiej, do której próbują się wedrzeć zdesperowani imigranci z subsaharyjskiej Afryki.

Na pierwszy rzut oka marokańskie wskaźniki ekonomiczne wyglądają nieźle. Od 1993 r. kraj podąża ścieżką prywatyzacji. Według CIA Factbook marokańska polityka gospodarcza zaowocowała makroekonomiczną stabilnością. Rząd utrzymuje deficyt budżetowy na poziomie 3 proc. W tym roku PKB ma wzrosnąć do 6,8 proc. W ciągu ostatnich pięciu lat powstało 1,2 mln miejsc pracy (najbardziej dynamiczny z sektorów gospodarki to turystyka).

Ale jeśli przyjrzeć się bliżej, nie wszystko wygląda tak dobrze. Blisko połowa Marokańczyków nie umie czytać ani pisać, a niemal 20 proc. tych, którzy mają dyplomy, nie ma z kolei pracy.

Bez zagranicznych pożyczek i inwestycji Maroko nie dałoby sobie rady. Gospodarka jest „mało dynamiczna”. Według hiszpańskiej gazety La Vanguarda, panujący król Mohammed VI i rodzina królewska trzymają w ręce większość ziemi uprawnej i główne firmy w sektorze przemysłowym, handlowym, usługowym, dystrybucyjnym i eksportowym – głównie za pomocą wielobranżowego konglomeratu ONA. Marokańczycy utrzymują się z dolarów krewnych z zagranicy – w 2007 r. emigranci wysłali do domu aż 5,7 mld dolarów. Drugim filarem gospodarki jest uprawa marihuany: z areałem 60 tys. hektarów Maroko zalicza się do czołówki światowych producentów haszyszu, eksportowanego stąd motorówkami do Hiszpanii i Europy.

Wielkie projekty infrastrukturalne, jak ten w porcie Tanger nad Cieśniną Gibraltarską, robią wielkie wrażenie na tle zacofanych terenów wiejskich – na prowincji wodę nadal transportują osiołki. Młodzi wynoszą się ze wsi do miasta (aż 30 proc. z 33 mln Marokańczyków nie ma 15 lat), szybko zasilając miejskie slumsy. Tam, jak dodaje New York Times, padają ofiarami islamskich ekstremistów albo szmuglerów, którzy sprzedają „survivalowe wycieczki” morskie do bogatej Europy.

Do tej rzeszy dołączają co roku nowi absolwenci z dyplomami – i razem demonstrują przeciwko rosnącym cenom chleba.

„Od początku lat osiemdziesiątych rząd marokański, słuchając dyktatu głów świata kapitalistycznego, wprowadzał program dostosowania strukturalnego”, pisze Narodowe Zrzeszenie Bezrobotnych Absolwentów Marokańskich, organizacja z długą tradycją, choć do dziś nie zalegalizowana. „Najgorszą z wszystkich konsekwencji tego programu jest masowe bezrobocie”, twierdzą. Rząd obciął wydatki publiczne i przestał tworzyć miejsca pracy. Oprócz walki o prawo do pracy bezrobotni z dyplomem rozszerzyli postulaty i występują teraz także przeciwko kosztom spłacania zagranicznych długów, prywatyzacji, korupcji i nepotyzmowi.

Niektórzy sfrustrowani Marokańczycy wybierają „islamskie rozwiązanie”. W 2003 r. 11 młodych Marokańczyków wysadziło się w powietrze w Casablance, stolicy gospodarczej Maroka, zabijając 34 inne osoby. Marokańczycy byli także wśród zamachowców z Madrycie, wielu walczyło przeciw koalicji w Iraku. Organizacje islamistyczne cieszą się popularnością, bo są szybsze niż monarcha i rząd w organizowaniu pomocy społecznej. Nie podoba się to ani marokańskim lewicowcom, ani zachodnim obserwatorom. Za: http://www.polityka.pl/swiat/przegladyprasy

PODZIEL SIĘ